Medjugorie- Mladifest 2017

Medjugorie- Mladifest 2017

„Aby miłość wasza doskonaliła się coraz bardziej i bardziej” Flp 1,9

Wcale nie miałam zamiaru jechać do Medjugorie. Nawet nie przewidywałam wyjazdu na Mladifest latem. Modliłam się, czy mam jechać, miałam inne plany na wakacje. Panie Boże, a może jakieś potwierdzenie, czy mam jechać? Kilka chwil później wychodzę z domu i spotykam jadących           w aucie znajomych, którzy na mój widok krzyczą: „Oooo! Czeeeeść! Jedź z nami do Medjugorie!!!”. Pojechałam.

To było wyzwanie. Jechałam z listą trudnych pytań rozpoczynających się od „A dlaczego….?”. Wiedziałam, że będziemy dużo się modlić i uczestniczyć w konferencjach. Na miejscu okazało się, że będziemy doświadczać jeszcze ponad 40-stopniowych upałów i przerw w dostawie prądu oraz ciepłej wody. Nie ma co narzekać, inni mają gorzej. Zamiast tego te niedogodności można ofiarować w intencjach zaproponowanych przez ojców franciszkanów, którzy prowadzili Mladifest lub ofiarować Matce Bożej w Jej intencjach. W zamian Matka Boża będzie modliła się w naszych intencjach. W końcu to dzięki Jej interwencji u Syna był cud na weselu w Kanie Galilejskiej:)

Mladifest był konkretnie zorganizowany. Wieczorem  Msza Św. i nabożeństwo rozpoczynające nasze rekolekcje, potem codziennie Eucharystia i dwie katechezy, rano i wieczorem. Do tego świadectwa, muzyka, śpiewy, tańce, spektakl teatralny wspólnoty Cenacolo, czas na modlitwę, refleksję i Adorację. Spowiedź w każdym języku do wyboru po obu stronach kościoła. Jak ktoś chce opowiedzieć Matce Bożej o swoich problemach – idzie na Križevac lub Podbrdo.  Tylko że jest różnica, to nie jest wejście szlakiem turystycznym na górę z punktem widokowym. W Medjugorie  wchodzi się i schodzi z góry po kamieniach, z modlitwą na ustach i w sercu, a z różańcem w dłoni.

Po kilku dniach przyzwyczajam się do rytmu Mladifestu. Uczę się od nowa modlić różańcem, wkładając w niego serce i starając się nie myśleć zbytnio o innych sprawach. Dociera do mnie,       że  w obliczu wyzwań w dzisiejszym świecie jeden różaniec to trochę za mało. Przed Eucharystią codziennie modlimy się dwoma częściami, mówiąc razem 10 x 10 „Zdrowaś Maryjo”. Nie słychać protestów, że za długo i za dużo. Dookoła tysiące ludzi modlących się w swoich ojczystych językach tą samą modlitwą. Poznany w Medjugorie ks. Pietro słysząc, że jesteśmy z Polski mówi, że powinniśmy, w miarę możliwości, modlić się trzema częściami codziennie. A że Jan Paweł II dodał Tajemnicę Światła, to my, Polacy, moglibyśmy  modlić się nawet i czterema. Czterema?  Skąd ja na to wezmę czas, skoro tak trudno go znaleźć?

O tym, dlaczego trudno znaleźć czas dowiedzieliśmy się podczas jednego kazania. Ojciec franciszkanin opowiadał o jednym obcym, który właśnie lubił kraść nasz czas. Ten obcy miał sporą wiedzę, wszystko krytykował i nikt mu nie zwracał uwagi. Dużo mu było wolno: przeklinać, mówić nieprzyzwoite rzeczy… Ponieważ trochę się w tym zestarzał, podesłał nam swoją żonę, a potem dzieci, by skutecznie ten czas nam zabierały. Oboje z żoną nadal myślą o powiększeniu swojej rodziny. Ich imiona? Powszechnie znane. Obcy – Telewizor, żona – Komputer, dzieci: Smartfon, Tablet, Facebook, WhatsApp, Instagram, Snapchat, Twitter… Oj…Rzeczywiście, sporo czasu zajmuje mi przeglądanie aplikacji na smartfonie…

Właściwie Medjugorie przypomina, że to, o czym od dawna wiadomo, jest ważne. Modlitwa różańcowa, czytanie fragmentów Pisma Świętego, spowiedź przynajmniej raz w miesiącu, uczestnictwo we Mszy Świętej. Pojawia się też motyw postu o chlebie i wodzie w środy i piątki, a jeżeli ktoś nie może, to by w te dni sobie czegoś odmawiał (np. wchodzenia na facebooka w piątki).

No dobrze, a co z moją listą pytań? Kiedy zaczynasz się modlić, nagle pytania przestają być najważniejsze. Odpowiedzi pojawiają się kiedy słyszysz jakąś naukę, świadectwo lub widzisz jakąś sytuację. Na jednej z nauk ojciec Jacques Philippe ze Wspólnoty Błogosławieństw mówił o wierze, nadziei i miłości. Dzisiaj życie tymi trzema cnotami jest trudne, bo świat stawia przed człowiekiem zupełnie inne wzorce. Za wszelką cenę człowiek ma sam układać sobie życie, wszystko samemu kontrolować i jeszcze ustawiać ludzi, by myśleli, mówili i robili tak jak ktoś chce. Czyli jak ja sobie wymyśliłam to tak ma być. Problemy zaczynają się, gdy rzeczywistość okazuje się inna. Kiedy ktoś widzi, że druga osoba robi coś, czego jego zdaniem nie powinna, i chce przekonać tego człowieka do swojej racji. Wysuwa więc argumenty, dowodzi słuszności i jest strasznie rozżalony jeśli ta osoba nie chce słuchać. Czy jednak o to chodzi, by panować nad drugim człowiekiem, bo mam pomysł na jego życie i ma żyć według moich zasad? Ojciec Philippe pokazał w swojej konferencji, że takie podążanie za własnymi sugestiami i zetknięcie się z rzeczywistością jest trudne i może doprowadzić  do katastrofy.

Przykłady? Pewien człowiek biegał codziennie 10 km by mieć kondycję i nie chorować, by nie być zależnym od nikogo. Pewnego dnia budzi się  i nie jest w stanie poruszyć nogami. Przestaje być niezależny i złości się: „Boże, dlaczego? Dlaczego mnie to spotkało?”. Inna sytuacja – chłopak poznaje dziewczynę. Dziewczyna jest miła, sympatyczna, zaczynają się spotykać, ale któregoś razu ona ma gorszy dzień i nie spełnia oczekiwań chłopaka. W ich znajomości nadchodzi chwila, kiedy trzeba określić stopień sympatyzowania i on odchodzi, bo nie chce się angażować, bo chce być wolny od konsekwencji. Nawet święci mieli z tym kłopot – według jednego z podań św. Antoni podczas nieobecności przeora wybudował z braćmi studnię w klasztorze. Kiedy po pół roku przeor wrócił, kazał zasypać studnię i bracia musieli, jak wszyscy mieszkańcy miasta, chodzić do odległej studni po wodę, św. Antoni też.

Nie da się wszystkiego wiedzieć, wszystkiego kontrolować. Można na to tracić czas i energię, rozpamiętując krzywdy, sytuacje w których znaleźliśmy się, dociekając kto zawinił, czyja to odpowiedzialność i kto pierwszy zaczął. Na Mladifeście zrozumiałam, że moje pragnienie zrozumienia do końca sytuacji i trosk, z którymi przyjechałam, powinno zejść na plan dalszy. To nie czas i miejsce, by przekonywać Pana Boga do swoich racji, nie mając pełnej wiedzy, którą będziemy mieć dopiero po śmierci lub na sądzie ostatecznym. Pan Bóg dopuszcza pewne sytuacje, pokusy, kryzysy w jakimś celu. Nie od razu możemy to zobaczyć i zrozumieć. Co zrobić, by jednak nie wpaść w przygnębienie, rozpacz i depresję? Ojciec Jacques podaje kilka konkretów: czytać Pismo Święte, zaakceptować sytuację mówiąc: tak, to wydarzyło się, przestać marzyć o powrocie do przeszłości i zająć się swoim zadaniami życiowymi. Według ojca przeszłość należy powierzyć Bożemu Miłosierdziu, przyszłość – Bożej Opatrzności,  a samemu zająć się teraźniejszością.

Powrót do przeszłości może spowodować tzw. kręcenie się w kółko – a dlaczego to, a dlaczego tamto, jak długo to jeszcze będzie, czy to normalne, dlaczego ta pokusa. Owszem, należy pytać Pana Boga i prosić o wyjaśnienie, ale bardzo dużo daje akceptacja, że nie rozumiem wszystkiego, nie mam nad wszystkim kontroli i z ufnością powierzam się Panu Bogu. Przebaczam tym, którzy mnie skrzywdzili, nie chcę się mścić, zamiast tego będę szukać woli Bożej.

Oczywiście, że sytuacje trudne były, są i będą, natomiast  różaniec i zawierzenie się Matce Bożej dodaje człowiekowi sił do przeżywania codzienności. Na zakończenie Mladifestu jeden z ojców powiedział jeszcze, że jeśli ktoś będzie w trudnościach – niech szuka pomocy u Matki i Jej Syna,       a także pamięta o kardynale z Albanii. Kardynał Ernest Simoni, jeden z gości Mladifestu,  był            w przeszłości przetrzymywany w celi 2 x 2 m, przez 25 lat ciężko pracował w kopalni, miał orzeczone dwa wyroki śmierci, był torturowany i codziennie słyszał, że umrze.

Wróciłam do domu z pokojem w sercu, z pozdrowieniami od Matki Bożej dla bliskich, znajomych i wspólnoty oraz z ufnością, że za Jej przyczyną może wydarzyć się wiele dobrego.

Regina

 

Podziel się na:
  • Print
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email
  • Tumblr
  • Twitter
  • Wykop